Podczas gdy in vitro jest coraz bardziej powszechne w zamożnych krajach—Teuround 12% wszystkich urodzeń w Hiszpanii wynika z takich procedur – pozostaje drogie i nie zawsze jest objęte ubezpieczeniem lub krajowymi dostawcami zdrowia. Jest to jeszcze mniej dostępne w krajach o niskich dochodach-szczególnie dla osób mieszkających na obszarach wiejskich.
Ludzie często zakładają, że kraje o wysokim wskaźniku urodzeń nie wymagają dostępu do leczenia płodności, mówi Gerhard Boshoff, embriolog z University of Pretoria w Południowej Afryce. Kraje afrykańskie subsaharyjskie, takie jak Niger, Angola i Benin, mają wskaźnik urodzeń powyżej 40 na 1000 osób, co jest na przykład ponad czterokrotnie niż w Włoszech i Japonii.
Ale to nie znaczy, że ludzie w Afryce Subsaharyjskiej nie potrzebują IVF. Według Światowej Organizacji Zdrowia na całym świecie około jednego na sześciu dorosłych doświadcza bezpłodności w pewnym momencie ich życia. Badania przeprowadzone przez organizację sugerują, że wskaźniki niepłodności są podobne w krajach o wysokich dochodach i niskich dochodach. Jak to ujął dyrektor generalny WHO Tedrosa Adhanom Ghebreyesus: „Nie dyskryminuje niepłodność”.
Dla wielu osób na obszarach wiejskich krajów o niskich dochodach kliniki IVF po prostu nie istnieją. Republika Południowej Afryki jest uważana za „centrum reprodukcyjne” kontynentu afrykańskiego, ale nawet w tym kraju jest mniej niż 30 klinik dla populacji ponad 60 milionów. Ostatnie badanie wykazało, że w Angoli lub Malawi nie było takich klinik.
Willem Ombelet, emerytowany ginekolog, po raz pierwszy zauważył te różnice w latach 80., podczas gdy pracował w laboratorium IVF w Pretorii. „Byłem świadkiem, że niepłodność była (bardziej powszechna) w czarnej populacji niż biała populacja – ale nie mogli uzyskać dostępu do IVF z powodu apartheidu”, mówi. Doświadczenie zachęciło go do znalezienia sposobów na udostępnienie IVF dla wszystkich. W latach 90. uruchomił Walking Egg – projekt naukowy i artystyczny z tym celem.
W 2008 r. Ombelet spotkał Jonathana Van Blerkom, biologa reprodukcyjnego i embriologa, który już eksperymentował z uproszczoną wersją IVF. Zazwyczaj zarodki są hodowane w inkubatorze, który zapewnia sterylną mieszankę gazów. Podejście Van Blerkom było wstępne obciążenie rur z wymaganymi gazami i uszczelnienie ich gumowym stoppem. „Nie potrzebujemy fantazyjnego laboratorium”, mówi Ombielet.
Dzięki uprzejmości Gerharda Boshoffa
Jaja i nasienie można wstrzykiwać do rur przez stopps, a powstałe zarodki można uprawiać w środku. Ombielet mówi, że naprawdę potrzebujesz dobrego mikroskopu i sposobu na utrzymanie ciepła rurki. Gdy zarodki będą miały około pięciu dni, można je przenieść do macicy danej osoby lub zamrożone. „Koszt to jedna dziesiąta lub jeden dwudziesta normalnego laboratorium”, mówi Ombielet.
Ombelet, Van Blerkom i ich koledzy odkryli, że takie podejście wydawało się działać, a także regularne in vitro. Zespół przeprowadził swoje pierwsze badanie pilotażowe w klinice w Belgii w 2012 roku. Pierwsze dzieci opracowane z uproszczonym procesem IVF urodziły się później tego samego roku.
